Autorka wnętrza pracowni Zofii Chylak

 

zwJak się zaczęła współpraca z właścicielką lokalu, Zofią Chylak?

Z Zosią poznałyśmy się podczas pracy u Ani Kuczyńskiej. Zauważyłyśmy, że mamy podobny gust i po prostu zaprzyjaźniłyśmy się. Lepiej spytać Zosię, czemu do zaprojektowania swojego showroomu wybrała mnie, ale myślę, że to kwestia zbliżonego poczucia estetyki.

Jakie były główne założenia projektu?

Moim celem było stworzyć otwartą przestrzeń z opcją manipulacji nią w trakcie użytkowania. Umożliwia to element ruchomy – bawełniane zasłony, które oddzielają kuchnię i przymierzalnię.  Showroom ma pełnić dwie funkcje: dobrze oświetlonej pracowni, w której łatwo się skupić i neutralnego tła dla klientki przymierzającej ubrania. Starałam się zaprojektować oczyszczone, ale przytulne wnętrze z interesującym detalem. Miejsce jest nieduże, więc wyburzyłyśmy ścianki działowe. Dzięki temu z trzech małych pomieszczeń zrobiła się kompaktowa przestrzeń, która została powiększona dużym lustrem.

Co okazało się trudne, a co łatwe przy tworzeniu showroomu?

Dużym ułatwieniem był fakt, że Zosia czynnie partycypowała w projekcie i nie miałyśmy odmiennego zdania. Wszystko szło płynnie. Wahałyśmy się jedynie nad doborem materiałów wykończeniowych. 

Najważniejszy element aranżacji to…

… detale i materiały wykończeniowe. Miedziana klamka została specjalnie zamówiona z Włoch, następnie poszła do galwanizacji razem z karniszami i żabkami. Czekałyśmy na nią aż 3 tygodnie. Lokal był już gotowy na otwarcie, więc klamka stała się takim elementem uwieńczającym. Myślę, że wszystkie te szczegóły bardzo scalają wnętrze.

Skąd przyszedł pomysł na materiały?

Wybór był dość naturalny. Użyte materiały to miedź, bawełna i drewno. Szukałyśmy prostego, nie rozpraszającego tła do przymiarki ubrań, stąd białe kurtyny. Na podłodze oryginalnie znajdowała się bukowa klepka, którą zachowałyśmy, bo pasowała do reszty. W kuchni zdecydowałyśmy się położyć deski frezowane, wyposażenie zostało zrobione ze sklejki. Trochę bałyśmy się połączenia posadzek…

Myślisz, że w Warszawie jest teraz więcej dobrze zaprojektowanych wnętrz?

Zdecydowanie tak. Jest dużo miejsc takich jak Zorza, Bibenda, Rucola. Lubię lokale, które tworzy Grupa Warszawa. Teraz ogólnodostępne stały się dla nas produkty z całego świata, nie mamy ograniczeń przy wyborze materiałów, co daje nam dużą wolność w projektowaniu. Dzięki znajomości produktów jesteśmy świadomi jakościowych wnętrz. Z drugiej strony następuje homogenizacja warszawskich restauracji, kawiarni, sklepów. Te miejsca zaczynają powoli przypominać siebie nawzajem. Jest nadal kilka unikalnych lokali, ale warszawski klimat zanika. Zaciera się nasza warszawska autentyczność. Wola i Praga ze swoimi małymi zakładami usługowymi to dzielnice, gdzie jeszcze ten duch się zachował. Czuć tam klimat prawdziwego starego miasta. Świetnym przykładem jest ulica Miedziana: możesz wejść do ślusarza, sprawdzić, nad czym pracuje stolarz, oddać koszulę do magla.

A do jakich miejsc lubisz wracać?

Małe miejsce na Powiślu, czyli Kawiarnia Fabryczna. Lubię u nich być, bo nie ma tam dużo ludzi, jest spokojnie. Inne miejsca, w których często bywam to Sam na Lipowej, Relaks przy Puławskiej. Podoba mi się Park Skaryszewski, bo jest pozostawiony trochę sam sobie. Poruszam się na rowerze i oglądam Warszawę z tej perspektywy.


Zofia Wyganowska – Absolwentka kierunku Architektura Wnętrz na Wyższej Szkole Zarządzania i Ekologii oraz wydziału Romanistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Inspiracje czerpie zewsząd – poczynając od natury, a kończąc na książkach i filmach. Od 2013 roku prowadzi własną pracownię w urokliwej kamienicy na warszawskim Mariensztacie. Najsłynniejsze projekty to sieć lokali gastronomicznych ToTu, Delikatesy Azjatyckie Dziki Ryż i butik Mally&Co na ul. Mokotowskiej 40. Tworzyła też wnętrza dla właścicieli prywatnych, między innymi w prestiżowym wieżowcu Cosmopolitan Twarda 2/4. Jest wnuczką Stanisława Wyganowskiego, urbanisty, prezydenta Warszawy w latach 1990 – 1994, Honorowego Obywatela Warszawy.